W ciągu najbliższych 20 lat znaczna część społeczeństwa straci pracę w wyniku rozwoju sztucznej inteligencji i robotyki. Problem sięga dalej, niż tylko kierowcy i kasjerki. Dotyczy także handlarzy giełdowych, kadry zarządzające średniego szczebla i wielu, wielu innych. Sytuacja jest dużo gorsza, niż podczas rewolucji przemysłowej, ponieważ tym razem nowe zawody powstają znacznie wolniej niż obecne zastępowane są przez maszyny. Czy w dobie automatyzacji ludzkiej pracy fizjoterapeuci mają powody do obaw?

Stoimy na krawędzi niesamowitych przemian technologicznych. Jako społeczeństwo musimy zdać sobie sprawę, że posiadamy już wszystkie niezbędne technologie pozwalające na wydarzenie się scenariusza znanych z filmów sci-fi. Jedyne, czego brakuje, to przebudzenie się świadomości cyfrowej na kształt Skynetu. Brzmi mało prawdopodobnie? Wystarczy tylko spojrzeć na najnowsze osiągnięcia amerykańskiej firmy Boston Dynamics specjalizującej się w produkcji robotów o mechanice zbliżonej do biomechaniki ze świata zwierząt. Ich najnowszy robot, Atlas, wytworzony na kształt człowieka, potrafi chodzić, samodzielnie wstać po przewróceniu się, podskakiwać, a nawet wykonać salto!

Otacza nas coraz więcej bezzałogowych dronów. Co więcej, coraz więcej takich, którymi człowiek nie musi sterować chociażby zdalnie. Wystarczy zadać koordynaty miejsca docelowego, a latający wehikuł samodzielnie doleci do celu. W niektórych częściach świata problem ilości takich pojazdów jest na tyle dotkliwy, że powstały drony policyjne, które nieautoryzowane roboty łapią w sieci strzelając z ok. 30 metrów. Oczywiście latająca robopolicja sama wykrywa cel, podlatuje, wymierza a następnie strzela z precyzją snajpera. Algorytmy podobne do tych, które wyznaczają trasy kierowcom Ubera można zastosować do sterowania chmurą takich dronów, następnie, korzystając ze swoich czujników drony same mogą wykrywać wroga. Resztę pozostawiam wyobraźni.

Wkracza sztuczna inteligencja

Wszystkie ostatnie spektakularne osiągnięcia technologiczne są możliwe dzięki połączeniu robotyki ze sztuczną inteligencją. Najłatwiej też pokazywać zagrożenie płynące z technologii bazując na przykładzie, który można zobaczyć. Łatwo zapomnieć, że ogołocona z robotyki sztuczna inteligencja, przebywająca tylko i wyłącznie w ukryciu w cyberprzestrzeni, posiada dużo szersze pole działania. To ona jest na co dzień odpowiedzialna za skuteczność wyników wyszukiwania w Google. To ona uczy się naszego głosu oraz odpowiada na nasze komendy głosowe. Niebawem będzie nas znała lepiej niż my sami siebie, a stamtąd już bardzo blisko do pokazywania nam treści, które cyfrowy mózg chce, żebyśmy wchłonęli. Póki co temat mediów społecznościowych pominę, uczulę tylko, że coraz bardziej powinniśmy nazywać je systemami modyfikacji behawioralnych.

Wracając do samej automatyzacji zawodów, to ona wydarza się na naszych oczach. Przykładów nie trzeba szukać daleko. Wchodząc do sklepu widać panie kasjerki w sklepach zastępowane są samoobsługowymi kasami. Co prawda interakcjom z botami, które mówią sklepach w Piotr i Paweł „wyciągnij z koszyka ostatni zakup” daleko do komunikacji ludzkiej, jednak kierunek został jednoznacznie nadany. Los dotyczy również tzw. pracowników umysłowych. Coraz więcej firm inwestycyjnych decyduje się korzystać z algorytmów superszybkiego tradingu. Żeby uzmysłowić, w jakim tempie maszyny potrafią podejmować decyzję zakupowe, powiem, że znaczenie ma długość światłowodu do giełdy NASDAQ na Manhattanie. Niezłym atutem jest biuro w bezpośrednim sąsiedztwie giełdy. Kiedy maszyna potrafi dokonywać decyzji zakupowych na przestrzeni milisekund korzystając z tych samych algorytmów, co traderzy, to po co nam człowiek na giełdzie?

Jeszcze bardziej zaawansowane wydają się samobieżne samochody, które na chwilę obecną możemy już traktować bardziej jak nową formę życia niż maszynę. Taką dużą robotyczną pszczołę. Zastosowane w nich zestawy czujników laserowych pozwalają na postrzeganie przestrzeni tak samo, jak robią to nietoperze. Jedyna różnica polega na tym, że zamiast obserwowania świata za pomocą fali dźwiękowej, wykorzystywana jest fala świetlna i czujnik odbierający odbite promienie lasera. Takie pojazdy mają też zachowaną propriocepcję, co pozwala im na poczucie ułożenia swojego ciała w przestrzeni. Jeśli wyobrazić sobie scenariusz, w którym z takich pojazdów zaczyna korzystać Uber, to stworzona struktura jest odpowiednikiem pszczoły robotnicy (samochodu) i inteligencji roju (algorytmów sterujących ruchem).

Czy lekarze przejdą do lamusa?

Jeśli jednak chodzi o zagrożenie dla zawodów medycznych, to największe obawy mogą mieć radiolodzy. Dziedzina, w której się poruszają, w większości polega na poznawaniu wzorców na zdjęciach. Zasadniczo można użyć tych samych algorytmów, które od dawna już służą do rozpoznawania psów i kotów. Jedyna trudność polega tylko i wyłącznie na tym, że zdjęć kotów w sieci krążą miliony, za to dużo trudniej o zdjęcia złamanej piątej kości śródręcza.

Niewiele jaśniejsza perspektywa jest przed wszystkimi zawodami medycznymi, których zadaniem jest głównie diagnozowanie. Maszyny wydają się być bardzo sprawne w rozszyfrowywaniu algorytmów postępowania nawet w tak skomplikowanych środowiskach, jakim bez wątpienia jest zbiór danych medycznych. Watson, superkomputer firmy IBM, udowadnia, że jest dużo skuteczniejszym diagnostą niż lekarze.

Co jeśli sztuczna inteligencja przerośnie nas obliczeniowo i przebudzi się świadomość w chmurze? Tutaj zarysowują się trzy możliwe scenariusze. W pierwszym wrogi nam umysł decyduje, że chce nas unicestwić. W drugim nie przejmuje się nami kompletnie, co dla nas też może okazać się tragiczne w skutkach. Żeby zobrazować co to dla nas może oznaczać, posłużę się analogią. Jeśli założyć rozwarstwienie możliwości obliczeniowych, jak między człowiekiem a mrówką, to warto sobie zadać pytanie – czy budując dom martwimy się ilością zniszczonych mrowisk? Trzeci, najatrakcyjniejszy dla człowieka scenariusz zakłada sztuczną inteligencję, która się o nas troszczy w ekonomii zaprojektowanej po to, by dostarczać nam wszelkie potrzebne do życia elementy. Trochę na podobnej zasadzie, na jakiej ludzie troszczą się o koty.

Mózg w chmurze?

W świetle takich perspektyw powinniśmy jako społeczeństwa dokonać wszelkich starań, żeby wyrównać szanse w tym wyścigu. Póki co nasze mózgi mają ograniczone zasoby obliczeniowe. Obecny stan nauki nie pozwala nam dodać sobie pamięci RAM do naszej maszyny obliczającej rzeczywistość, jednak zarysowuje się tutaj światełko w tunelu. Na ratunek przychodzą w postaci interfejsów mózg-komputer. Ich prosta idea polega na podłączeniu mózgu bezpośrednio do komputera zwiększając potencjał naszego mózgu. W takim świecie moglibyśmy wykorzystać sztuczną inteligencję do bezpośredniej współpracy z nami, tworząc pewnego rodzaju hybrydę pozwalającą na wykorzystanie tego, co najlepsze w świecie cyfrowym i biologicznym.

Brzmi nieprawdopodobnie? Prototypy już istnieją i są całkiem imponujące. Najmniej inwazyjne techniki polegają na wykorzystaniu EEG odczytującego potencjał elektryczny naszego mózgu oraz uczeniu komputera naszych wzorców myślowych dla konkretnych akcji. Takie akcje można tłumaczyć na dowolną komendę i wykorzystać, np. do zdalnego sterowania pojazdami. Wystarczy dodać z pojazdu jakieś źródło obrazu, wyświetlić w goglach do wirtulanej rzeczywistości i voi la! Mamy nowe ciało. Scenariusz, który został pokazany w filmie „Avatar” autorstwa Davida Camerona.

Potencjał takiego myślenia dostrzegł, m. in. Elon Musk, który rok temu zainwestował kilka milionów dolarów w startup o nazwie NeuraLink zajmujący się produkcją wszczepialnych do mózgu chipów.

Jeśli to wszystko wydaje się dziwne, to zaskoczę Cię. Taką niemalże podpiętą do mózgu sztuczną inteligencję już posiadasz w swojej kieszeni. Jest też podpięta do Twojej głowy, tylko kanał przekazu informacji jest bardzo powolny. Mechanizm jest prosty. Dane z urządzenia wysyłane są przez oczy do kory wzrokowej. Droga powrotna prowadzi od kory ruchowej, przez palce do ekranu telefonu. To, co się znacznie zmieni w ciągu najbliższych kilku lat, to prędkość przesyłu i dostępność.

Jak żyć?

Jak w takim razie żyć? Normalnie, ale świadomie. Nie zmienia się nic oprócz tego, że teraz wiesz, w jakim kierunku obecnie zmierza świat. Żeby zakończyć pozytywnie, zaznaczę, że jesteśmy w najlepszych czasach w historii człowieka. Nawet jeśli tego nie czuć, to należy pamiętać, że media wpędziły nas w czasy post prawdy. Ludzkość jest najzdrowsza od lat i mamy ostatnio całkiem mało wojen.

W świecie pozbawionym jakichkolwiek barier technologicznych musimy sobie zadać bardzo ważne pytanie. Kto powinien wypracować dla ludzi technologię łączenia mózgu ze sztuczną inteligencją? Na jakich wartościach powinniśmy bazować, by jak najbardziej zbliżyć się do scenariusza z „Avatara”? Czy powinna to być firma produkująca od lat przełomowe i przepiękne urządzenia o najlepszej na rynku intuicyjności? Wydaje się, że sytuacja, w której tylko część społeczeństwa posiada dostęp do takiej technologii, prowadzi do dramatycznego rozwarstwienia. Mowa tutaj o czymś więcej niż dysproporcja ekonomiczna. Można mówić o rozwarstwieniu ewolucyjnym.

Z drugiej strony mamy firmy, które dostarczają darmowe produkty dla społeczności. Jedyny problem polega na tym, że całość komunikacji sponsorowana jest przez firmy zewnętrzne w zamian za wyświetlanie nam reklam. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że taki scenariusz w połączeniu z dostępem do wszystkich informacji o naszym życiu sprawia, że z czasem systemy społecznościowe będą coraz skuteczniej skłaniały nas do celu zadanego przez sponsora. Zasadniczo to użytkownicy takiego systemu są produktem serwowanym firmom.

Wszystkie te elementy doprowadziły nas do założenia RSQ. Postawiliśmy na opiekę zdrowotną. Zależy nam, by rozwijać technologie tam, gdzie upakowywaliśmy wszystko, co najlepsze w naszych społeczeństwach. Jeśli udałoby się nadać kierunek, w którym narzędzia tworzone dla medyków, pacjentów oraz dostawców usług zdrowotnych, to z czasem rozwijamy się w kierunku tworzenia elementów poszerzających nasze ciało. Wszystko to może wyrosnąć w duchu maksymalnej troski o nasz dobrobyt. Nadając taki kierunek możemy dostarczać narzędzia do rąk wszystkich zaangażowanych w proces leczenia. Jest to jedyny w moich oczach sposób na odkręcenie próby automatyzacji medyków i wykonanie manewru wyprzedzającego dającego supermoce diagnostyczne, z którymi sama sztuczna inteligencja nie może się mierzyć. Kierujcie technologią na swoje potrzeby, bo w przeciwnym wypadku to ona pokieruje nami.

Podczas myślenia zachowaj uważność

Myśli mają moc materializacji niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie. Zachęcam Cię gorąco do wzięcia kilku głębokich wdechów. Spróbuj pokierować swój tok myślowy. Myśli mają swoją własną grawitację. Nieuchronnie przyciągają wszystko, co budują w naszych głowach. Przekładają się na słowa oraz czyny, które sprawiają, że to, co pierwotnie istniało jako pewne wyobrażenie w naszej głowie, zaczyna materializować się w przestrzeni. Proponuję ćwiczenie ścieżki neuronalnej, w której przestajemy się bać sztucznej inteligencji, a zaczynamy o niej myśleć jako o niesamowitej okazji na poszerzenie naszych doświadczeń. Także tych diagnostycznych.

Wracając do pierwotnego pytania, które nakłoniło Cię do przeczytania artykułu, możesz zachować spokój. Upłynie sporo wody w rzece nim maszyna lecząca dotykiem będzie w stanie wzbudzić zaufanie człowieka. Jako istoty czujące przez długi czas będziemy unikać oddawania się w ręce robotów. Uważam wręcz, że jest to idealny czas na praktykowanie fizjoterapii. Co innego, jeśli chodzi o diagnostykę medyczną. Tam dotyk i uśmiech są mniej wymagane a więcej stawia się na zdolności analityczne. Głęboko wierzę, że po przeczytaniu artykułu będziesz szerzył ten pogląd i razem uda nam się naprostować kierunek, który nadaliśmy korzystając z narzędzi opłacanych danymi o naszych życiach.

Nie masz poczucia, że już tu byliśmy dawno temu? Pamiętasz może jakąś kulturę, która leczyła dotykiem i mocno stawiała na uzdrawianie z wykorzystaniem natury? Osobiście czekam na moment, w którym pierwsza osoba wgra swój mózg do chmury strzeżonej nie przez terakotową, a krzemową armię.

Bądź zdrów.