Z czym Ci się kojarzy zawód fizjoterapeuta? Jakiś czas temu przeprowadziłam eksperyment, w którym sprawdziłam opinie różnych odbiorców. W luźne rozmowy z pacjentami wplatałam pytania o to, z jakimi wyobrażeniami przyszli na nasze pierwsze spotkanie i jak to się ma do rzeczywistości, z którą się zetknęli. Odpowiedzi bywały zabawne i pokazywały skalę miłego zaskoczenia. Poza gabinetem, nowo poznanym osobom opowiadałam o tym, czym się zajmuję jako fizjoterapeutka. W takich momentach bardzo często widziałam, jak na twarzy moich rozmówców maluje się zachwyt przeplatany z niezrozumieniem. Bo jak to… fizjoterapeuta nie robi masażu? Już nie muszę chodzić 10 razy dzień po dniu na zabiegi? Prądy i lasery już nie wystarczą i muszę ćwiczyć?

Oczywiście zdarzają się osoby w pełni świadome kompetencji, jakie prezentuje współczesny zawód fizjoterapeuty. Jednak patrząc szerzej wiem, że mamy w tym aspekcie jeszcze sporo do zrobienia. Zaskakującym doświadczeniem była dla mnie przeprowadzka na południe naszego kraju, gdzie postrzeganie zawodu fizjoterapeuty jest nadal osadzone w końcówce XX wieku. Prezentując w swoim wachlarzu umiejętności coś więcej niż znajomość obsługi sprzętu do zabiegów fizykalnych i podstawowych ćwiczeń przy drabince, wydaję się z innego świata. A rozwój uprawnień fizjoterapeuty na przestrzeni lat przyspieszył i gna z prędkością światła. Niestety nie wszyscy nadążają.

Powrót do przeszłości

Na początek zróbmy małą wycieczkę w przeszłość, aby zrozumieć zmiany, jakie zaszły w zawodzie fizjoterapeuty i w konsekwencji ich efekty. Wsiądźmy w filmowy wehikuł czasu i przenieśmy się do roku 2001, kiedy pierwszy raz zetknęłam się z koniecznością uczęszczania na tzw. rehabilitację. Co pamiętam? 10 wieczorów z rzędu spędzanych w podpiwniczonych gabinetach miejskiej przychodni, w których przerzucano mnie z jednej kozetki z laserami na drugą z prądami. W międzyczasie zaserwowano mi ciepłe okłady na bolące od nieprawidłowej postawy plecy i na końcu gimnastyka w kącie sali, podczas której wykonywałam bez krzty zrozumienia jakieś ćwiczenia. Pomimo tego jako nastolatka uważałam zawód fizjoterapeuty za niezwykle ciekawy i wręcz magiczny. Nie miałam pojęcia, co się tam wydarza i co stoi za „skutecznością” owych zabiegów, ale głęboko wierzyłam, że zadzieją się cuda. Wtedy usłyszałam, że przyczyną bólu była skolioza. Dopiero po latach dowiedziałam się, że była to błędna diagnoza. Rehabilitacja nie pomogła, a z problemem poradziłam sobie dokładnie 14 lat później, wykształciwszy się w tej dziedzinie dość solidnie.

O tym, że dobrana metoda nie za bardzo mogła działać, dowiedziałam się jako studentka, gdy rozpoczęłam proces poznawania praw biologicznych i zasad funkcjonowania ludzkiego ciała. Okazało się, że w procesie leczenia czy ogólnym powrocie do równowagi nie ma miejsca na przypadkowość i sztywno powtarzane schematy z kategorii „może pomoże, a na pewno nie zaszkodzi”. Ciało ludzkie jest zbyt złożone, aby można było je szufladkować. Pomimo pewnych drogowskazów czy protokołów, na każdego pacjenta trzeba spojrzeć indywidualnie.

Dziś, ponad 20 lat później, co w kontekście zawodów medycznych nie jest jakimś odległym czasem, wiemy, że to wszystko wygląda i POWINNO wyglądać inaczej. Fizjoterapia to nie przypadek.

Z życia wzięte

Spójrzmy na przykładową historię, która może dotyczyć każdego z nas. Nasza bohaterka to 30-stoletnia mama dwulatka, która niedawno wróciła do pracy po niezbyt łatwej ciąży i urlopie macierzyńskim. Wcześniej dość aktywna - chodziła na jogę i zumbę, na których odreagowywała stres towarzyszący wdrapywaniu się po szczeblach korporacyjnej kariery. Jej ciało funkcjonowało nienagannie - mogła siedzieć nad raportem do rana i nadal rzucać błyskotliwe pomysły na przedpołudniowym spotkaniu, a zjedzony w porze lunchu fast food wydawał się nie robić na jej sylwetce wrażenia. Jednak po ciąży i niełatwym porodzie przez cesarskie cięcie przejście do dawnego trybu było niemożliwe. Czasu na zajęcia w klubie fitness brakowało, drzemka w ciągu dnia była konieczna, a powrót do zawodowych obowiązków okazał się wyzwaniem. Aby przełamać stagnację i siedzący tryb życia, który zaczął przejawiać się bólem w dolnym odcinku pleców, młoda mama postanowiła zacząć biegać. Wszyscy trąbią, że to najprostszy oraz najtańszy sposób na ruch - wkładasz dresy, buty i wychodzisz na rundkę wokół osiedla. Zatem tupta sobie nasza bohaterka, a nadmiarowe kilogramy same znikają. Do czasu.

Pewnego dnia podczas kolejnego kilometra przymusowa pauza - ból w biodrze, który wcześniej trochę ćmił, stał się już nie do zniesienia. Do harmonogramu dnia trzeba dopisać lekarza, bo odczucie bólu pojawiało się coraz częściej. Tylko co powie lekarz? Kontuzji brak, za wiele ruchu nie ma, a poród jest już mglistym wspomnieniem. Ostatnie badanie ginekologiczne też nie wskazało nic dziwnego. Może rozwiązaniem będą pastylki przeciwbólowe, które teściowa bierze na ból wynikający ze zwyrodnienia biodra?

Jednak młoda mama dzieli się zmartwieniami na forum w mediach społecznościowych i pyta o radę. Ku swemu zdziwieniu nie dostaje adresu gabinetu lekarskiego, tylko fizjoterapeutki kobiecej. Trochę zaintrygowana właścicielka bolącego biodra udaje się na wizytę do miłej i empatycznej specjalistki od uroginekologii, która ma czas na rozmowę, diagnozę i poszukanie przyczyn problemu. Okazuje się, że w przeciwieństwie do głowy, jej ciało doskonale pamięta poród i te kilka komplikacji przy trudno gojącej się bliźnie. Fizjoterapeutka proponuje kilka spotkań w ciągu dwóch miesięcy na rozpracowanie niepotrzebnych napięć przez terapię manualną, a potem naukę ćwiczeń do wykonywania w domu. Przy okazji edukuje o roli oddechu w redukcji stresu i jego skutków oraz wskazuje, jak dużym obciążeniem jest siedzący tryb życia i ciągłe napięcie. Rozmawiają też o sposobie odżywiania, które nie wpływało za dobrze na jelita i było przyczyną przewlekłych, bolesnych zaparć. Przekazuje też kontakt do zaprzyjaźnionego trenera, który pomoże wzmocnić ciało globalnie i zbuduje fundamenty pod przyszłe bieganie. Tak nagły przeskok z braku aktywności do biegania, na które ciało nie było w ogóle przygotowane, okazało się dla niego szokiem.

Działania fizjoterapeutyczne zostały zatem jasno sprecyzowane i nakierowane na te obszary, które tego wymagały. Okazało się, że ból biodra u młodej mamy miał zupełnie inną przyczynę niż "ten sam” ból u teściowej. Inny problem wymagał innych rozwiązań. Kroki, które podjęto, nie były tylko leczeniem już istniejącego zaburzenia, ale także prewencją na przyszłość i obejmowały solidną edukację. Na nic się zda chodzenie na jakąkolwiek terapię, bez samodzielnej pracy w domu.

Zobacz więcej w naszym artykule: Fizjoterapia uroginekologiczna – jak zostać specjalistą w tej dziedzinie?

Uprawnienia fizjoterapeuty. Zawód fizjoterapeuta - jak wygląda współcześnie?

Droga do zdrowia to kompleksowość

Jeszcze do niedawna młoda mama zgłosiłaby się do lekarza, który niewiele wiedząc o możliwościach współczesnej fizjoterapii, przepisałby leki przeciwbólowe (lub o zgrozo - zwiotczające mięśnie*) i wysłał na 10-dniowy turnus rehabilitacji (czymkolwiek by to było) w państwowej przychodni. Nie wiele by to pomogło, ale obie strony miałyby przekonanie, że COŚ w sprawie bólu zrobiły. To, że działania byłyby nieprzemyślane i kompletnie nietrafione miałoby drugorzędne znaczenie.

Dziś na szczęście sytuacja jest zupełnie inna. Obecnie zawód fizjoterapeuty jest pełen kompetencji, możliwości i - co w moim odczuciu kluczowe - specjalizacji. Uprawnienia fizjoterapeutów znacznie wzrosły, zwłaszcza że zdecydowanie dominuje sektor prywatnych usług. Fizjoterapeuta nie jest już tylko wykonawcą usługi zaordynowanej przez lekarza. Dziś to równi partnerzy w procesie leczenia pacjenta, którzy uzupełniają się wiedzą i umiejętnościami. Już nie ma konieczności otrzymania skierowania, czekania na zabiegi i kontrolę lekarską. Nie ma hierarchii, która ustalała ścieżkę leczenia. Teraz każdy z nas samodzielnie decyduje o specjaliście, jakiego wybiera. To wiele ułatwia i skraca czas powrotu do zdrowia, nawet eliminując zbyt często ordynowaną chirurgię. Zaufanie do umiejętności i uprawnień fizjoterapeutów wzrosło tak bardzo, że często bywają oni pierwszym kontaktem po kontuzji ☺.

Warto podkreślić, że fizjoterapeuta to nie żaden magik, który cudownie uleczy poprzez samo przyłożenie rąk, ale specjalista znający prawa biologii i mechanizmy funkcjonowania ludzkiego ciała. To człowiek, który szuka przyczyny problemu i dobiera odpowiednie rozwiązania. Mają one wieloraką postać - czasem to praca na stole, czasem instruktaż ćwiczeń. Czasem nauka oddychania albo napięcia mięśni dna miednicy. Czasem to trening wyciskający ostatnie poty lub subtelne techniki rozluźniające trzewia. Dla każdego według potrzeb. To człowiek, który szuka przyczyny problemu i dobiera odpowiednie rozwiązania. Mają one wieloraką postać - czasem to praca na stole, czasem instruktaż ćwiczeń. Czasem nauka oddychania albo napięcia mięśni dna miednicy. Czasem to trening wyciskający ostatnie poty lub subtelne techniki rozluźniające trzewia. Dla każdego według potrzeb.

Kim jest współczesny fizjoterapeuta?

Zatem zawód fizjoterapeuty to już nie tylko „pani od laserów” albo „pan masażysta”. To zawód medyczny złożony z wysoko wykwalifikowanych specjalistów, którzy dokształcają się jako osteopaci, trenerzy medyczni, terapeuci manualni czy wisceralni, często łącząc kilka dziedzin w indywidualny warsztat pracy. To ludzie otwarci na język ciała i słuchający co mówi pacjent. To grupa ludzi współpracująca ze sobą oraz ze specjalistami z zakresu diagnostyki obrazowej, dietetyki, psychologii, treningu sportowego czy medycyny. Przede wszystkim to ludzie myślący w sposób kreatywny i złożony, których intencją jest pomoc w powrocie do sprawności.

Zawód fizjoterapeuta - zawód medyczny.

Wartym podkreślenia jest również coraz większy udział technologii, która powoli, małymi krokami wchodzi na fizjoterapeutyczne salony. Wspomaganie pracy fizjoterapeutów przez odpowiednie programy analityczne czy związane z dokumentacją medyczną potrafią wiele ułatwić. Technologia pozwala odciążyć fizycznie terapeutów, chociażby poprzez tworzenie zaawansowanych sprzętów do nauki chodu (roboty czy bieżnie grawitacyjne) czy szczegółowej analizy ruchu - ludzkie oko i zdolności poznawcze także bywają przecież zawodne. Choć nadal uważam, że kluczowe jest doświadczenie i zdolność łączenia kropek, to z wielką ciekawością obserwuję proces, który sprawia, że polska fizjoterapia prezentuje naprawdę światowy poziom.

Parafrazując bardzo popularny niegdyś slogan, widziany na koszulkach i kubkach można zatem powiedzieć: „Jestem fizjoterapeutką. Jaka jest Twoja supermoc?” ☺

* Być może brzmi to absurdalnie, ale takie sytuacje zdarzały się nader często i skala zjawiska przez ostanie lata mojej pracy mnie przeraziła.

Dokładna analiza ruchu z RSQ Motion!