Kilka lat temu miałam przyjemność stworzyć artykuł o bardzo wymownym tytule - "Jestem Fizjoterapeutą i co dalej?” (Przeczytaj go tutaj: https://www.rsqphysio.com/blog/jestem-fizjoterapeuta-i-co-dalej). Opisałam w nim swoje doświadczenia oraz wyboistą ścieżkę dojścia do bardzo wartościowego momentu w moim zawodowym życiu. Starałam się podkreślić, że nasz zawód jest niezwykle ciekawy i wartościowy, nawet jeśli są trudności. Tekst ten spotkał się z niespodziewaną przeze mnie (i chyba nikogo w RSQ ;)) reakcją z Waszej strony. Skala polubień, udostępnień czy komentarzy w mediach społecznościowych, a także osobiste maile na moją prywatną skrzynkę pocztową mnie onieśmieliła i poprawiała humor przez kilka tygodni.

Dziś, niemal 5 lat później, 3 województwa dalej i o worek doświadczeń więcej chciałabym podzielić się z Wami kolejnymi spostrzeżeniami na temat tego, jak to jest być fizjoterapeutą/-tką w tym kraju i jak wygląda praca po fizjoterapii. Ten tekst jednak będzie miał w sobie nieco więcej uwag i spostrzeżeń, bo choć nadal uważam, że nasz zawód jest wspaniały, piękny i potrzebny, to jednocześnie jest kilka systemowych rozwiązań, które powinny ulec zmianie. To będzie tekst, który życzyłabym sobie przeczytać w klasie maturalnej, kiedy dokonywałam wyboru kierunku studiów oraz później, kiedy je kończyłam. Jestem pewna, że pomógłby mi zarówno lepiej przygotować się do samego procesu edukacji, jak i odpowiednio nastawić do późniejszej pracy w zawodzie.

Mając 11 lat praktyki i poczyniwszy przeprowadzkę do innego województwa, ponownie mierzę się z trudnościami, które spotykały mnie na początku drogi. To pokazuje, że nic nie jest dane raz na zawsze oraz stan polskiej fizjoterapii jest inny w różnych częściach kraju. Byłam przekonana, że zebrane zasoby i wykształcenie pozwolą uniknąć pewnych nieprzyjemności, jednak stało się inaczej. Odbieram to jako rozwijające doświadczenie, a nie porażkę.  

Drodzy młodzi fizjoterapeuci, którzy właśnie głowicie się co z pracą po fizjoterapii - wiem, co czujecie!

Proces zmian

Zawód fizjoterapeuty oraz system jego kształcenia w Polsce zmienia się dynamicznie od bardzo wielu lat. Zupełnie kim innym był fizjoterapeuta, kiedy jako 15-latka byłam wożona na „rehabilitację” z powodu problemów posturalnych do prywatnej placówki. Inny świat był na oddziałach szpitalnych, na których odbywaliśmy zajęcia kliniczne na studiach. Zupełnie inną rolę odgrywa zawód fizjoterapeuty teraz, a to raptem 20 lat różnicy! Między samym rokiem 2011, kiedy broniłam dyplom, a rokiem 2022, kiedy już mam całkiem spory dorobek zawodowy, jest galaktyczna przepaść. Niestety jest też kilka tematów, w których poczyniliśmy jedynie drobne kroki.

Ten tekst kieruję przede wszystkim do młodych studentów i absolwentów fizjoterapii, ponieważ zamierzam bez zbędnego lukru, pluszu i marketingowej ściemy przedstawić Wam, z czym być może przyjdzie Wam się zmierzyć. Kieruję też go do „mojego” pokolenia, które jest w tej chwili największą siłą do zmiany. A także do wąskiej grupy decydentów, która może okazać się bardzo pomocna.

Jak naprawdę wygląda praca po fijzoterapii?

Kim jest współczesny fizjoterapeuta? 

Na przestrzeni lat definicja tego zawodu uległa wielu zmianom - niegdyś to stojąca na końcu kolejki do szpitalnego łóżka z pacjentem postać, która musiała rozpychać się łokciami i siłą dowiadywać o zalecenia lekarskie. Albo oddelegowana do szpitalnego podpiwnicza, by tam przeprowadzić proces reedukacji chodu. W sektorze prywatnym była to trochę fanaberia, a trochę  jakaś forma magii, bo nikt nie wiedział dokładnie „co mi tak strzela w tym kręgosłupie?”. Jednak przez 10 lat fizjoterapia wyskoczyła z obrazu nudnej, obowiązkowej gimnastyki i masażu, do pejzażu możliwości zmieniania i ulepszania ludzkiego zdrowia. Obecnie fizjoterapeuta to specjalista, do którego w pierwszej kolejności dzwoni się po urazie nogi, operacji, przy bólu głowy czy po porodzie. Nasza profesja zyskała społeczne poparcie i ogrom zaufania. Fizjoterapeuta ma możliwość być szanowanym specjalistą od ludzkiego zdrowia i sprawności, który zna więcej sekretów niż kosmetyczka, fryzjer i psycholog razem wzięci! ;). Pacjenci niemal zakochują się w swoich terapeutach, bo Ci poświęcają im czas i swoją uwagę, chcąc dla nich jak najlepiej. To jest absolutnie wspaniałe i tak się dziś dzieje.  

Jest jednak kilka „ALE”

Prawdopodobnie pierwszą trudnością, z jaką się spotkasz, jest fakt, że wg ustawy musisz trafić pod skrzydła doświadczonego w praktyce terapeuty/-tki, który będzie sprawował nadzór nad Twoją pracą przez okres 3 lat. Ten wymóg ustawy budzi wiele kontrowersji. Masz magistra i prawo do wykonywania zawodu fizjoterapeuty, masz zdane wszystkie egzaminy i pewnie jeszcze kilka dodatkowych szkoleń. Mimo to nie wolno Ci prowadzić samodzielnej praktyki. Musisz poszukać placówki, w której nie dość, że znajdzie się etat, to jeszcze chętna osoba do bycia Twoim opiekunem. To mocno komplikuje sytuacje, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach cierpimy na deficyt dobrych miejsc, w których obecna jest nowoczesna fizjoterapia. Praca po studiach w zawodzie okazuje się nie lada wyzwaniem. Z dzisiejszymi potrzebami społeczeństwa, pędem do wiedzy studentów oraz jej dostępnością, ten zapis ustawy zdaje się mocno ograniczać możliwości kreatywnego rozwoju młodych adeptów fizjoterapii.

Jeśli jednak znajdziesz takie miejsce, będziesz mogła/mógł powiedzieć o sporym szczęściu! Jeśli jeszcze odnajdziesz w nim przestrzeń do realizowania swoich zawodowych zainteresowań, to masz już naprawdę nie złego farta! Otwarcie się tak naprawdę całego społeczeństwa (w tym właścicieli placówek oraz pacjentów) na fakt, że fizjoterapia to coś więcej niż podział na fizyko/kinezyterapię i masaż to dopiero ostatnie kilka lat, a i tak tylko w wybranych miejscach. Szkoda jednak, że pewne kluczowe instytucje jeszcze o tym nie pamiętają…

Niestety, dopiero kiedy (teoretycznie) nabędziesz odpowiednich uprawnień, możesz rozważyć założenie własnej praktyki. Choć dla wielu absolwentów fizjoterapii jest to Święty Graal na ich zawodowej ścieżce, nie jest to rozwiązanie dla wszystkich. Prowadzenie swojego gabinetu daje z pewnością więcej swobody, decyzyjności i satysfakcji. Jest także dużo ambitniejszym posunięciem. Jednak wiąże się z dużo większą inwestycją, nakładem finansowym na początku, a więc także z ryzykiem. Wiele elementów składa się na tę sytuację - odpowiedni standard pomieszczenia, dobrej jakości sprzęty i wyposażenie, działania marketingowe czy prowadzenie dokumentacji medycznej. Dodaj do tego ogrom pracy, jaki trzeba włożyć w pozyskanie pacjentów, co też zajmuje nieco czasu. W pewnym momencie może okazać się, że chęć pomagania pacjentom według własnych przekonań i rozwiązań przeradza się po prostu w prowadzenie biznesu. Jest to jak najbardziej możliwe do realizacji, ale wiem, że nie dla każdego.

Praca po fizjoterapii – nowe możliwości rozwoju

Dobrą alternatywą dla dwóch powyższych ścieżek jest dołączenie do kameralnego zespołu specjalistów albo stworzenie go od podstaw. Zorganizowanie drużyny uzupełniającej się kompetencjami jest bardzo ciekawym i rozwojowym pomysłem. Dochodzi do tego świadomość, że razem gracie do jednej bramki. Ogromnym plusem jest to, że coraz głośniej mówi się o powstawaniu „nieformalnych” specjalizacji w zawodzie fizjoterapeutów, co bardzo mocno popieram. Co to oznacza? Nie masz żadnej oficjalnej pieczątki, ale wybierając pewien nurt kursów i szkoleń sprawiasz, że jesteś „mózgiem” właśnie w tym. Nie skupiasz się na obszarach poza Twoimi zainteresowaniami, ale masz od tego ludzi. Jeśli interesuje cię fizjoterapia uroginekologiczna i chcesz iść w tym kierunku, to niekoniecznie będziesz biegły/-ła w fizjoterapii po ACL. Jeśli idziesz w działania manualnie, to prawdopodobnie masz mniej czasu, żeby rozwijać się w dziedzinie treningu. Nikt nie jest omnipotentny i to jest okej!

Poza wymienionymi wyżej standardowymi drogami zawodowymi są także inne, mniej popularne. Zaliczyć do nich można dołączenie do drużyny/ klubu sportowego jako fizjoterapeuta sportowy, pracę w placówkach typu Spa i wellness, czy kluby fitness, które zaczynają doceniać wartość fizjoterapeutycznego fachu. Rozwiązaniem ostatnich kilku lat jest współpraca z dużymi przedsiębiorstwami, w których przeważa praca biurowa. Firmy te są coraz bardziej świadome wartości dobrostanu fizyczno-mentalnego swoich pracowników, stąd nawiązują regularną współpracę ze środowiskiem fizjoterapeutów.

To mogą być dobre rozwiązania na początek, kiedy jeszcze nie do końca wiesz, w jakim kierunku chcesz się rozwijać:

·      Wolisz pracować ruchem jako trener/-ka, czy bardziej kręci Cię bezpośrednia praca z ciałem pacjenta?

·      Wolisz pracę z dorosłymi czy z dziećmi?

·      Kręci Cię adrenalina wydarzeń sportowych czy może spokojna praca z osobami po porodzie?

Jestem zdania, że warto doświadczać, smakować i później dokonywać wyboru. Nie musisz być specjalistą od pierwszego dnia pracy. Te opcje mają jednak pewien znaczący minus - zazwyczaj nie można w nich liczyć na satysfakcjonujące wynagrodzenie. Wywiad środowiskowy pokazuje mi, że nadal stosowane są praktyki polegające niemal na wolontariacie lub skandalicznie niskim wynagrodzeniu w imię prestiżu czy chwilowej przygody. Pada także argument braku doświadczenia, mimo regularnie odbywanych corocznych praktyk zawodowych lub własnej aktywności. Myślę, że warto pokazać, iż za każdą pracę należy się zapłata, a rodzaj czy etap życia nie powinien jej nadmiernie definiować. 

Fizjoterapia - praca po studiach, praca po fijzoterapii

System do naprawy

Mimo że istnieje bardzo wiele zalet i pozytywnych rozwiązań na pracę dla młodych adeptów fizjoterapii, muszę dodać małą łyżkę dziegciu do całego obrazu.

W moim odczuciu ogromny problemem, z którym mierzą się młodzi fizjoterapeuci zaraz po studiach, jest brak systemowego rozwiązania w kwestii ich dalszej ścieżki zawodowej. Praca po fizjoterapii w sektorze państwowym praktycznie nie istnieje, bo szpitale rezygnują z takich działań, tłumacząc się brakiem opłacalności (szpital dostaje pieniądze za zoperowanego pacjenta, a nie za usprawnionego po tejże operacji). Mając tytuł magistra/-y w ręku każdy z nas chciałby otrzymywać także odpowiednie wynagrodzenie za swoją pracę.

Część placówek, w których można zapisać się na „państwową rehabilitację”, niestety nadal jest koncepcyjnie na początku obecnego wieku i nie wykazuje otwartości na nowe. Wiązałoby się to z pewnością z ogromnymi zmianami organizacyjnymi, ale skoro świat idzie do przodu, to to także powinno. Sektor prywatny natomiast rośnie w siłę, ale jest odczuwana bardzo duża konkurencja i niemal „walka” o pacjenta.

Niezmieniany od lat program nauczania ma wiele zbędnych naleciałości, które niepotrzebnie obciążają głowy studentów, a jednocześnie luk, które niezapełnione są przeszkodą w bezstresowej praktyce. Tak sobie myślę- dlaczego w programie studiów nadal są przedmioty humanistyczne, z których znajomością owszem, można iść do teleturnieju, a nie omawia się prawnych aspektów prowadzenia działalności gospodarczej, która jest w tej chwili przeważającą formą zatrudnienia? Dlaczego pod pretekstem szerokiego kontekstu omawia się tematy, z którymi 99% osób nigdy się nie zetknie, a nie przerabia się obowiązkowej dla wszystkich dokumentacji medycznej (przeczytaj tutaj: https://www.rsqphysio.com/blog/komplet-wiedzy-o-dokumentacji-medycznej-w-gabinecie-fizjo-wszystko-co-musisz-wiedziec-w-jednym-miejscu)? Ponadto jak to się dzieje, że w gronie wykładowców są osoby, które od wielu lat nie zrobiły aktualizacji wiedzy na temat naszej pracy i nadal w swoich wyobrażeniach o nas są w latach 90-tych?

Coś tu jest nie tak. A mówimy o zawodzie, od którego zależy wsparcie społeczeństwa w utrzymaniu lub powrocie do sprawności. O grupie ludzi, która nieoperacyjnie likwiduje ból i wszelkiej maści dysfunkcje ciała.

Słodko-gorzka rzeczywistość fizjoterapii – praca po studiach  

Opisane powyżej sytuacje związane z pracą po fizjoterapii przedstawiłam Wam na podstawie swojego doświadczenia i moich kolegów/koleżanek po fachu. Chcę Wam pokazać że, mimo iż ten zawód jest potrzebny, to jest w jego obszarze organizacyjnym jeszcze wiele do zrobienia. Rozumiem zatem, jeśli masz w sobie wiele wątpliwości czy obaw o to, w jakim kierunku pójść. Warto zauważać pewne problemy, mówić o nich oraz szukać rozwiązania. Jednak trudno to będzie zrobić, będąc samemu na polu bitwy.

Dzisiejszy tekst chciałam potraktować jako zaproszenie do merytorycznej dyskusji poprzez zadanie, być może, kilku mniej wygodnych pytań i wejrzenia pod powierzchnię (tworzonej często na potrzeby mediów społecznościowych) bańki. Chciałabym też zwrócić głośniej uwagę na te tematy, o których mówi się w fizjoterapeutycznych kuluarach, ale są schowane pod peleryną wspaniałości i elitarności naszego zawodu. Taka bańka owszem istnieje, ale jest dostępna tylko dla wybranych. A powinna być dla wszystkich.

W kolejnych tekstach rzucę światło na kilka spraw, które moim zdaniem wymagają głębszej refleksji i być może poszukania systemowego rozwiązania. Omówimy program edukacji na studiach czy zasadność dodatkowych szkoleń. Odniosę się też do wizji fizjoterapeutycznej utopii, w której zmartwienia nie istnieją. Poruszę bardzo ważny aspekt wynagrodzeń dla fizjoterapeutów, od których historii jeżą mi włos na głowie. Może okaże się, że zmiany są na wyciągnięcie ręki, tylko trzeba się na nie odważyć?

Zapraszam do lektury i pełnej wzajemnego szacunku rozmowy.